Tak rodziła się moja „różana miłość”

czwartek, 2 grudnia , 2021|Historie|
Rating: 4.5/5. From 2 votes.
Proszę czekać...

Moje doświadczenia  w obcowaniu z naturą i przyrodą zaczęły się już we wczesnym dzieciństwie . Urodziłam się na wsi , tam spędzałam swoje szczęśliwe dzieciństwo , dorastałam i nadal spędzam dojrzałe życie w otoczeniu sielskich krajobrazów, rozległych połaci kwiatów, pięknych ogrodów.  Początki moich ogrodowych kontaktów ograniczały się raczej do jego podziwiania i doceniania ogromu pracy wkładanej w jego utrzymanie . Pamiętam z dzieciństwa przydomowy ogródek  mojej babci , która wielkim sentymentem i miłością darzyła przede wszystkim róże . Lato przesycone było kojącym zapachem tych pięknych, dostojnych krzewów, który przenikał przez otwarte okna do domu . Uwijające się roje „bzyczących „ potęgowały niesamowity , sielski widok. Urocze , wielobarwne motyle  min. rusałki pawiki , cytrynki  były dopełnieniem urzekającego   widoku. Wzrastałam w tym klimacie i z dnia na  dzień wzmacniało się we mnie przeświadczenie i potrzeba stworzenia w przyszłości własnego ogrodu , w którym nie zabraknie róż.

Jako dorosła kobieta , posiadająca rodzinę zamieszkałam w domu na wsi , z  obszernym , ponad półhektarowym ogrodem , który posiadał wielki potencjał. Właściwie, nie powinnam tego obszernego areału nazywać ogrodem , ponieważ była to plantacja kilkunastoletnich porzeczek . Porzeczki coraz słabiej „rodziły” więc sukcesywnie były usuwane , by w ich miejscu tworzyć bylinowe rabatki , obowiązkowo w towarzystwie  moich  ukochanych róż. Jako pierwsza zagościła w ogrodzie róża rabatowa Arthur Bell . Radość moja była tym większa, ponieważ jej nazwa  wiązała się z imieniem naszego syna. Piękna , subtelna , o cudownych żółtych kwiatach ,  doskonale kontrastujących z zielonymi , błyszczącymi liśćmi . Dbałam o nią z wielką troską , a ona z  roku na rok odwdzięczała się pięknymi kwitnieniami, na dodatek powtarzając  kwitnienia. Pomyślałam wówczas „ skoro początki przyniosły tak wspaniały efekt, muszę zaprosić kolejne odmiany do ogrodu. Tak też postąpiłam.

Przybywały kolejne odmiany, być może nie za bardzo wyszukane i na topie , bo dla mnie każda jest piękna , wyjątkowa. Przed posadzeniem starannie przygotowywałam  im odpowiednie stanowisko , wzbogacone o kompost . W okresie suszy dbałam o należyte nawadnianie. Zawsze starałam się by do minimum ograniczyć stosowanie środków chemicznych. W zwalczaniu i zapobieganiu chorobom  zastosowałam  głównie środki naturalne : gnojówkę z pokrzyw , stosując w rozcieńczeniu 1: 10 do podlewania i  oprysków oraz roztwór przygotowany z sody oczyszczonej przeciwko  mączniakowi    Dzisiaj mam już ich ponad50 szt. w swoim ogrodzie i wiem ,ze na tym się nie skończy . Wciąż czuję niedosyt, wciąż urzekają mnie nowe odmiany a mój apetyt na nie wciąż rośnie .Te , które mam być może nie są wyszukanymi odmianami , ale są piękne , doskonale sprawdzające się moim ogrodzie , urzekając swoim pięknem domowników i odwiedzających  gości.

Te arystokratki potrafią nieźle namieszać człowiekowi w głowie i wciąż wyzwalać nowe „chciejstwa”. Przybywały sukcesywnie kolejne Princess Matilda, Two Colours , Grypsy Boy, róże wielokwiatowe Ingrid Bergman , Kimono, róże rabatowe Europeana, Lykkefund i inne . Były też wśród nich jako NN , a mimo to, piękne , urzekające . Wśród pnących urzekła mnie swoją niezwykłą urodą przepiękna, stara odmiana róży pnącej Veilchenlblau. Zachwyca licznymi fioletowymi kwiatami , z białym środkiem i żółtymi pylnikami. Choć kwitnie tylko raz w czerwcu, przez około 4 tygodnie , to potrafi wywołać oszałamiające wrażenie „ścianą „kwiatów i pięknym ,subtelnym zapachem. Kwitnie na pędach dwurocznych , które przyrastają w zachwycającym tempie ,a dodatkowym jej atutem jest to, że pędy nie mają prawie kolców. Kolejna róża bliska mojemu sercu  to róża pnąca New Dawn. Niezwykle atrakcyjna , wśród róż pnących . Ta odmiana z całą paletą swoich zalet : mało wymagająca, zdrowa, szybko rosnąca okazała się wręcz idealną  dla mnie jako początkującego miłośnika róż .Urzeka obfitym kwitnieniem oraz subtelną różową barwą kwiatów . Dopełnieniem jej niezwykłości jest delikatna woń kwiatów.

Szczególnym sentymentem darzę też róże z grupy okrywowych , a zwłaszcza róże okrywowe The Fairy . Bezproblemowe , powtarzające kwitnienie , zachwycające burzą kwiatów aż do przymrozków. Atrakcyjnie wyglądają tez kwiatostany zaschnięte , przyprószone śniegiem . Doskonale komponują się z bylinami i pnączami . Taki duet jest moim ulubionym w ogrodzie . Niemniejszą sympatią darzę Red Fairy – cudowna różyczka z drobnymi kwiatkami, doskonale radząca sobie i znosząca kapryśną, deszczową aurę. Jej wdzięczne kwiatki  w takich okolicznościach nie tracą na urodzie i zachwycają swoim kwitnieniem od czerwca do przymrozków . Czyż nie o takie piękności , odporne, bezproblemowe chodzi nam amatorom, miłośnikom róż? Muszę jeszcze wspomnieć o pięknej  odmianie Flammentanz . Jest to mój nowy nabytek , z utęsknieniem czekam na jej pierwsze kwiaty .Wspomniałam o kilku moich faworytkach , jednakże z całą pewnością mogę stwierdzić ,ze każda jest dla mnie wyjątkowa, niepowtarzalna , urzekająca , godna „zaproszenia „ do ogrodu. Moja miłość do róż wciąż rozwija się , dojrzewa i trwać będzie zawsze a bakcyla tej wspaniałej pasji, postaram się zaszczepić swoim wnuczkom .

Bogumiła W.

Rating: 4.5/5. From 2 votes.
Proszę czekać...

Zostaw komentarz

40 − = 32