M. – różane reminiscencje

niedziela, 16 sierpnia , 2020|Historie|
Rating: 5.0/5. From 1 vote.
Proszę czekać...

Różane reminiscencje

Pierwszy różany krzak posadziła moja babcia. Jako panienka pracowała w pałacu, który do dziś sąsiaduje z naszym rodzinnym domem. Nad parkowymi klombami i rabatami, które tonęły w kwiatach, pieczę sprawował ogrodnik. Ponoć miły był i nieszpetny, a w ramach smalenia cholewek, podarował babci sadzonkę róży. Jej pędy rozrastały się i wspinały po ceglanym murze, z czasem przysłoniły nawet przyziemne wejście do kanalizacji burzowej, biegnącej pod brukowaną drogą. Babcia wyszła za mąż za innego kawalera, a gdy wybuchła II wojna światowa, w wilgotnym kanale za gęstymi kolczastym krzakiem róży, nie raz i nie dwa chroniła się przed niemieckimi żołnierzami drobna dziewczynka o jasnych jak len włosach (to była moja mama).

Co się stało z pałacowym krzewem w cichym zakątku ogrodu ? Mama nie pamięta, ale niewątpliwie historia z różą w tle zaszczepiła w niej wielką miłość do królowej wszystkich kwiatów. I tak po latach w jej przedogródku na południowo-zachodniej ekspozycji zaczęły pojawiać się róże, które można było tylko podziwiać. Do bukietów trafiały wyłącznie rośliny zdobiące warzywniak na tyłach ogrodu. Gdy nadchodził czas kwitnienia, w ciepłe wieczory przed domem unosił się niezapomniany słodki zapach kwiatów. Przechodzący obok sąsiedzi często otwierali furtkę i siadali z mamą na ławce lub przystawali na chwilę, aby zapytać o nowe nasadzenia. Ich zdaniem w całej wiosce nie było piękniejszej rabaty.A mama jeszcze długo z dumą pielęgnowała wielkokwiatowe i pnące róże w białych i różowych odcieniach, a te żyły sobie w harmonii z kępami lawendy i kocimiętki.

Znowu minęły kolejne lata i wiosny, rozarium przed domem rodziców stało się tylko nostalgicznym wspomnieniem.Kilka lat temu sama stałam się ogrodniczką na kilku arach piaszczystej działki.Z radością zajęłam się uprawą roślin. Najwięcej emocji wzbudzały oczywiście róże. Pierwsze pojawiły się przy wejściu do ogrodu. Dziś Amadeus  pięknie oplata pergolę krwistoczerwonymi kwiatami, a morelowa z czerwonymi przebarwieniami Aloha wita wszystkich owocowym aromatem.

Niewielkie rozarium powstało przed altanką, gdzie ciągle doskonalę trudną sztukę uprawy róż. Lokatorką nr 1 stała się lawendowa Novalis z grupy bajkowych, która swoją urodą wyróżnia się spośród pozostałych krzewów. W sąsiedztwie doskonale czuje się róża pienna, delikatnie różowa i Parole – wyjątkowa róża o olbrzymich, osiągających nawet 22 cm średnicy kwiatach. Moje na razie mają  16 cm. ale pachną równie zniewalająco i zapewne tak, jak jej wielokrotnie nagradzane kuzynki. Nie potrafię przejść obok nich obojętnie – zatapiam twarz w aksamitnych płatkach, delektuję się przyjemną wonią i wiem na pewno, że rację miał Pan Thomas twierdząc, że Róża bez zapachu nie jest mniej piękna, ale mniej pociągająca.

Po przeciwnej stronie rabaty znalazła się róża wielkokwiatowa typu Burgund o pachnących, pięknych i dużych kwiatach, skrzących się kroplami deszczu lub porannej rosy. Obok niej kilka sadzonek przypadkowych (czyt. podarowanych) w żółtej i pomarańczowej palecie barw. Wszystkie współgrają z lawendą, liliami, ostróżkami, pysznogłówką, jeżówką a nawet z przypadkową łodygą kopru. Wszystkie cieszą, przywołują wspomnienia i sprawiają, że często świat ogranicza się tylko do tej chwili, w której one są dla mnie, a ja dla nich.

Każdego roku znajduję nowe miejsce dla kolejnego krzewu, choć nie zawsze jest to dobry wybór. Zieloną ścianę sąsiada utkaną z bluszczu i tui rozświetliły biało-kremowe kwiaty róży, której nazwy nie pamiętam.  Jej pędy bez problemu wspięły się na górę ogrodzenia, po drodze zaglądając do ogrodowego świątka, ale pewnie z nadmiaru cienia nigdy nie były obficie obsypane kwieciem. Tej wiosny w sąsiedztwie planuję dosadzić parkową różę retro: angielską różę Thomas Graham, na temat której czytam same pozytywne opinie… że znosi półcień, pięknie pachnie i kwitnie przez kilka miesięcy ciepło-żółtymi bukiecikami kwiatów. Oczami wyobraźni już widzę rozświetloną złotem zieloną ścianę… nawet w pochmurne dni. I tak północna wystawa nawiąże do południowej strony tarasu, gdzie od trzech lat cieszy oczy krzaczasta Ghislaine  de Feligonde. Jej wiotkie pędy obsypane są drobnymi różyczkami  w kolorze od żółto-pomarańczowego po morelowo-biały. To również podręczna stołówka dla owadów zamieszkujących swój hotelik piętro wyżej.

Minionej wiosny zamarzył mi się różany zakątek na balkonie. W zbitej z drewna skrzyni, odpowiednio zabezpieczonej (styropianem, folią i systemem odwadniającym) oraz zaopatrzonej w kompost i odpowiednią ziemię, posadziłam wypróbowany już w ogrodzie gatunek – czerwoną różę Amadeus o zapachu dzikiej róży i biało-kremową nostalgiczną Ilse Krohn Superior. Pierwsze pędy oplotły drewnianą konstrukcję dając nadzieję na tegoroczny, pełny rozkwit różanych krzewów. Obok w donicy już ubiegłego lata zakwitła pienna piękność – Laguna. Gdy słońce na dobre ogrzeje świat,  jakże wyjątkowo smakować będzie niedzielna, poranna kawa wśród kwiatów i okolicznych czerwonych dachów. Ogród też różami zakwitnie, na nowo zachwyci, wzruszy … tak po prostu.

M.

Rating: 5.0/5. From 1 vote.
Proszę czekać...

Zostaw komentarz

+ 4 = 6