O niespodziewanej miłości do róż

piątek, 1 października , 2021|Historie|
Rating: 3.0/5. From 2 votes.
Proszę czekać...

Od dziecka interesowałam się ogrodnictwem i marzyłam o posiadaniu pięknego, dużego ogrodu. W różach jednak nie zakochałam się od razu. Jako nastolatka i trochę później uważałam je za przereklamowane. Nie zgadzałam się, gdy słyszałam jej określenie jako królowej kwiatów. Uważałam, że jest bardzo dużo innych pięknych kwiatów i nie rozumiałam dlaczego akurat róża ma mieć miano królowej. W związku z tym, chyba po prostu na przekór, do róż mnie nie ciągnęło. Wtedy nadszedł czas, gdy pojawiły się pierwsze (przynajmniej mi znane) programy telewizyjne o ogrodach i ich urządzaniu. Miałam wreszcie okazję zobaczyć jak wiele uroku dodają róże każdemu ogrodowi. Zapragnęłam je mieć. Niestety w mojej okolicy nie znalazłam żadnej ciekawej oferty – zazwyczaj były to róże bez nazw i jakoś nie mogłam się do nich przekonać. Wtedy postanowiłam poszukać róż poprzez internet. Miałam zawsze uprzedzenia do kupowania roślin tym kanałem, więc musiałam się trochę przełamać. Gdy jednak zobaczyłam te wszystkie przepiękne odmiany, ich mnogość, doskonałe zdjęcia i opisy, to wszystkie moje obawy zeszły na drugi plan. Zaczęłam więc wybierać i przebierać. Wrzucałam do koszyka wszystko co mi się spodobało i zebrała się niemożliwa dla mnie do zagospodarowania ilość, którą musiałam odpowiednio zredukować. Szczególnie ujęły mnie swoim wyglądem róże angielskie. Ich kuliste kwiaty pełne płatków naprawdę mnie zauroczyły. W mojej kolekcji znalazły się więc Heritage, Candy Rain, ASUcat, Charming Apricot.

Bardzo spodobała mi się także róża rabatowa Leonardo da Vinci, a gdy zobaczyłam zdjęcie jej połączenia z różą okrywową Lavender Dream, to wiedziałam, że muszę mieć taki zestaw. Posadziłam dwie Leonardo i pomiędzy nimi Lavender. Już w pierwszym roku efekt był bardzo dobry, a w następnym było tylko lepiej. Polecam każdemu takie nasadzenie. Poza pięknym połączeniem barw i kształtów kwiatów okazało się, że są one bardzo odporne na gorsze warunki pogodowe i nie wymagają wiele uwagi. 

Różą która trafiła do mnie przez przypadek była odmiana róży wielkokwiatowej Ena Harkness. Posadziłam ją nie spodziewając się niczego specjalnego. Jednak gdy zakwitła od razu zachwycił mnie jej intensywnie czerwony kolor i upajający zapach.

Pewnej wiosny zakupiłam różę pienną. Wcześniej nie byłam przekonana do tego typu róż, ponieważ wydawało mi się, że nie wyglądają naturalnie. Namówiła mnie jednak przyjaciółka, wręcz przymusiła. Bez zapału, ale postanowiłam spełnić jej „polecenie”. Zdecydowałam, że z dwojga pokrojów wolę kopułową i takie zaczęłam przeglądać. Moją uwagę przyciągnęła róża, która nie miała w nazwie żadnej znanej odmiany, tylko nazywała się po prostu „Koralowa”. Postanowiłam, że zamówię właśnie ją. Róża dotarła do mnie cała i zdrowa, bardzo dobrze zabezpieczona. Wsadziłam ją do starej balii jako donicy. Ciekawa byłam co z tego wyjdzie. Kilka razy życie różyczki było zagrożone, gdy mój kilkumiesięczny pies postanowił ją wykopać. Okazało się jednak, że jest twardą sztuką i przetrwała te zabiegi agrotechniczne. Gdy nadszedł czas kwitnienia wiedziałam już, że to był strzał w dziesiątkę i że mojej przyjaciółce należą się podziękowania. Róża była wręcz zachwycająca. Piękny kolor i obfitość kwiatów sprawiły, że stała się najpiękniejszym klejnotem w moim ogródku. Żadna z odwiedzających mnie osób nie pozostała obojętna na jej urok. Tym bardziej cieszyłam się, gdy nadeszła kolejna fala kwitnienia, trochę mniejsza, ale równie piękna. Niektóre kwiaty pozostały na krzewie do pierwszych przymrozków. Naprawdę okazało się, że był to jeden z najbardziej udanych różanych zakupów.

W poszukiwaniu „różanego” prezentu dla mojej przyjaciółki natrafiłam na kolejną piękność – różę odmiany Piano. Postanowiłam zakupić dwie sztuki. Róże po posadzeniu (było to wiosną) straciły wszystkie liście i już myślałyśmy, że nic z nich nie będzie. Zauważyłyśmy jednak, że za jakiś czas odżyły i zaczęły pojawiać się nowe liście a także nieśmiałe pąki. Gdy róża osiągnęła pełnię kwitnienia, zademonstrowała wszystkie swoje walory i pokazała, że nie zawiedzie naszych oczekiwań. Kwiaty były po prostu przepiękne. Pełne płatków kule w kolorze żywej czerwieni. Coś wspaniałego! W kolejnym roku, gdy krzaki róż się rozrosły efekt był jeszcze lepszy. Naprawdę jest to jedna z piękniejszych róż jakie widziałam. Nie mam jej jeszcze w swojej kolekcji, ale na pewno wkrótce do niej dołączy. Poza tym okazało się, że istnieje cała grupa róż Piano. Oprócz opisanej już czerwonej są jeszcze Piano w trzech innych wersjach: Charming Piano w kolorze pudrowego różu, Pink Piano w kolorze intensywnego różu oraz Wedding Piano w kolorze kremowo białym. Jedna piękniejsza od drugiej…

Przy okazji odkryłam kolejną serię róż, która znalazła się na liście moich marzeń. Seria róż Rokoko. Nie wiem dlaczego, ale zdecydowanie mam słabość do róż o pełnych, kulistych kwiatach. Takie właśnie są Rokoko. Ogólnie seria ta ma wiele podobieństw z grupą róż Piano i tak jak one pojawia się w kilku ciekawych kolorach: jaskrawoczerwonym, kremowo białym oraz w kilku odcieniach różu. 

W ciągu ostatnich dwóch sezonów, w związku z przeprowadzką musiałam trochę popracować nad przesadzaniem moich róż i dobraniem odpowiednich dla nich miejsc. W pierwszym roku po przesadzeniu róże nie wyglądały zbyt dobrze i bałam się, że stracę je wszystkie. Ostatniej jesieni dokonałam jeszcze kilku zmian co do miejsca i zorganizowałam kopczykowanie dobrym kompostem. Tej wiosny widzę już dobre efekty tych działań i znowu zaczynam myśleć o poszerzaniu swojej kolekcji. Mam nadzieję, że niedługo będę się cieszyć nowymi pięknymi okazami w moim ogrodzie.

Rating: 3.0/5. From 2 votes.
Proszę czekać...

Zostaw komentarz

+ 69 = 79