Katarzyna – moje róże

poniedziałek, 1 marca , 2021|Historie|
Rating: 5.0/5. From 4 votes.
Proszę czekać...

Kwiaty zawsze były moją pasją. Od wczesnych lat dzieciństwa spędzałam czas na działce moich Rodziców. To dzięki nim pokochałam zapach ziemi, świeżo wyrastające wiosną młode roślinki, które przebijały się z wielką siłą z ledwo rozmarzniętej gleby, no i wszystko co związane z ziemią, przyrodą i zwierzętami. Z czasem „działkowanie” stało się sposobem na spędzanie wolnego czasu. Zaczęłam interesować się gatunkami, rodzajami roślin. Ciągle było jednak za mało miejsca, aby rozwinąć skrzydła. No i po wielu latach stało się. Kupiłam ogród. Tak, brzmi ciekawie? Więc prawda jest taka, że z mężem planowaliśmy od jakiegoś czasu kupić dom do remontu, no i znaleźliśmy to swoje miejsce, tylko, że ja nie widziałam domu… ja widziałam tylko ogród. Był to ogród pozostawiony sam sobie, od wielu lat nie porządkowany, właściwie był to zarośnięty sad. Zobaczyłam potencjał, taką szaloną możliwość adaptacji tego terenu, powierzchnię do posadzenia tysiąca roślin. No i się zaczęło.

Tak, w roli głównej, w tej opowieści miała wystąpić róża. Wiem…ale zanim róże zagościły w moim ogrodzie, to eksperymentowałam z innymi kwiatami. Mam np. kolekcję piwonii, ok 45 krzaków. Róż zawsze się bałam. Bałam się, że nie dam rady ich utrzymać, że zmarzną, że nie przytnę ich tak jak trzeba. I kiedyś w markecie zakupiłam sadzonkę róży pnącej, jak to sobie powiedziałam: „na próbę”. Okazało się, że różyczka ta jest mi wdzięczna za zakup już od 10 lat. Nie wiem co to za odmiana, ale co roku zaskakuje mnie wyglądem swoich pięknych czerwonych kwiatów, przypomina „Flamentanz”, być może to ona. Specjalnie jej nie okrywam na zimę, więc co roku na wiosnę, przycinam jej pędy, usuwam chore i zmarznięte a także owoce, których nie przycięłam latem i które zostały, a ona twardo się trzyma, zresztą pokazuję to Wam na końcu tekstu, na zdjęciach. Swoją drogą, szukając zdjęć dla Was, zrozumiałam, że tak naprawdę mam ich niewiele i właśnie teraz postanowiłam to zmienić – w tym sezonie każda różyczka będzie miała swoje fotki.

Widząc jak zakupiona w sklepie ze wszystkim róża rośnie, postanowiłam poszukać profesjonalnego sklepu z różami, i tak trafiłam do Was. Teraz już nawet nie poszukuję innego sklepu, u Was znajduję to czego oczekuję. Zrobiłam sobie kiedyś nawet takie pliki w komputerze, w których opisywałam razem ze zdjęciem zakupione krzaczki. Muszę powiedzieć, że kilka zmarnowałam, zwyczajnie z braku czasu na ich odpowiednie posadzenie i bardzo tego żałuję.

Moja różanka obecnie liczy ponad 20 roślin różnej odmiany i z roku na rok ciągle rośnie. Najbardziej, poza moją „pierworodną” cieszy moje oczy „Gizelka”. Obsypuje się pięknymi kwiatami, jest ich całe mnóstwo. Domowników czasem denerwują opadające na ich głowy płatki, bo posadziłam ją przy tarasie na którym spędzamy w sezonie większość czasu, łącznie z posiłkami, ale dla mnie to taki „letni śnieg”. Burza kwiatów rekompensuje wszelkie inne mankamenty, choćby te związane ze sprzątaniem. Najbardziej cieszą oczy zmieniające kolory kwiaty. Mam zamiar kupić jeszcze jedną taką samą. Jest po prostu śliczna. Drugą moją ulubienicą jest wielkokwiatowa „Chopin”. Mam dwie. Jedną starszą, która pokazała już swoje możliwości. Może z powodu mojego małego doświadczenia, ale krzaczek tej róży przerósł mnie na wysokość, jednak całe lato mogłam cieszyć się kwiatami, które pięknie i długo trzymały się w wazonie, no i przede wszystkim są śnieżno-białe. Mam nadzieję, że młodsza również to pokaże. Trzecia w kolejności do kochania jest Korresia. Uwielbiam jej żółte kwiaty, czysto żółte. Wybrałam dla niej niestety miejsce takie, że nie widzę jej z okna. Zdaje się, że czeka ją przesadzanie w tym roku. Uwielbiam patrzeć na kwitnący ogród, kiedy robię coś w kuchni, a ona mi się chowa za kaliną. Obok niej mam „okrywówki”, jasno różową i ciemnoróżową Fairy, które kwitną do mrozów. Mam też czerwoną, tylko w innym miejscu, też pięknie kwitnie do mrozów. Przed domem zrobiłam sobie taką mini różankę z czerwonych parkowych różyczek różnych odmian i też pięknie kwitły. Wiosną zanim zaczną pokazywać swoje czerwone piękności rosną obok nich tulipany, krokusy, narcyzy… nie są samotne. Już nie mogę się doczekać, kiedy zaczną wypuszczać świeże błyszczące listeczki. Zimą wymyślam sobie, gdzie zmieszczę kolejne egzemplarze, które prawie codziennie oglądam na stronie Rozarii. I korci mnie zamawianie coraz to większej ilości, ale wiadomo… trzeba wiedzieć gdzie to wszystko posadzić, żeby roślinkom było dobrze, żeby pokazywały cały swój urok, a ogród nie chce się powiększyć. Moje róże i tak muszą być specjalnie ogrodzone, ponieważ mam dwa duże ciekawskie i wszędobylskie psiaki, których za nic w świecie nie zamknęłabym w kojcach i musimy sobie z jakoś radzić.

Po kilku latach zajmowania się ogrodem, wiem już mniej więcej co moje róże lubią, a czego nie. Może trochę dla ułatwienia sobie opieki nad różami, kupuję odmiany tzw. „twarde sztuki”, tzn. odporniejsze na mrozy, deszcze i upały. Bardzo jestem zadowolona z opisów, które znajduję przy zamawianiu, są bardzo pomocne, a jednocześnie wiem też, że sprawdzone i prawdziwe.

Róże uwielbia także moja Mama, i prawie zawsze wyjeżdża ode mnie z bukietem kwiatów do wazonu. Najładniejsze są dla mnie zawsze bukiety wielokolorowe, składające się z kilku odmian róż. Są przepiękne. Róże stały się dla mnie jednymi z głównych postaci mojego ogrodu.

Pozdrawiam wszystkich miłośników róż i innych kwiatów.

Katarzyna

Rating: 5.0/5. From 4 votes.
Proszę czekać...

Zostaw komentarz

8 + 1 =