Mirosława – opowieść o moich różach

Strona główna/Róże 2022/Mirosława – opowieść o moich różach
Please wait...

Dzień dobry,

przesyłam do konkursu kilka zdjęć moich róż i opowieść o nich. 🙂

Najzabawniejszą z moich róż jest ta niezdecydowana. 🙂 Wyhodowałam ją ze szczepki z róży mchowej, która posadziłam w ogrodzie – jest jednak dość nieprzewidywalna, bo zamiast jednolitych kwiatów co roku rozkwita rozmaitymi kombinacjami – od bieli po ciemny róż. Pachnie tak jak róże mchowe – intensywnie, mocno – ma też mnóstwo płatków, więc poza tym, że zdobi pięknie podwórko, przydaje się do przetworów i perfumowania cukru czy ciast. 🙂

Pstrokata piękność w ogródku to taki “odrzutek” ze sklepu ogrodniczego. Nikt jej nie chciał, bo nie miała jakoś gęsto ukształtowanej korony. Kupiłam ją za grosze, bo spodobała mi się jej pstrokata natura i zdrowe liście; posadziłam, przycięłam i od dwóch lat obserwuję, jak mi się pięknie odwdzięcza całym morzem kwiatów. Powtarza kwitnienie, więc mogę się nią cieszyć całe lato – różne warianty kwiatów widać na załączonych zdjęciach. 🙂 To prawdziwy dowód na to, że warto czasem zaryzykować – i pomóc jakiemuś mniej reprezentacyjnemu kwiatkowi.

Zresztą w tle, w ogródku przed domem, mam sporo takich ratowańców – np. ze śmietników przy cmentarzu. Ludzie wyrzucają ledwo co przekwitłe kwiaty doniczkowe. A ja nie umiem przejść obok takich wyrzutków obojętnie – zgarniam je na rower, ratuję u siebie i sadzę w ogrodzie w różnych kątach. Może to dziwnie brzmi, tak się przyznawać do grzebania przy śmietnikach, ale… skazywać kwiaty na śmierć, gdy mają jeszcze potencjał, to moim zdaniem okrucieństwo.

Purpurowa klasyka to wysoka róża rosnąca przy schodach do budynku gospodarczego – wcisnął ją mojej córce na targu znajomy sprzedawca, mówiąc, że będzie pięknie pachnieć i jest tak ładna jak Paula. W sumie – miał rację. 🙂 Róża wyrosła potężna, przycinaliśmy ją specjalnie tak, by szła w górę i nie zasłaniała całkiem wejścia na rzadko, ale jednak używane schody. Uwielbiam tę różę za jej aromat, rzeczywiście silny i ciężki jak perfumy. Za kolor. Za to, że ma piękne, klasyczne i pełne kwiaty – i że uparcie kwitnie od wiosny do późnej jesieni. Smukła, szlachetna, prześliczna – od wczesnej wiosny cieszy oczy zaczątkami liści, które powoli zmieniają kolor z czerwonego na zielony, a my gapimy się na nie, jak na obietnicę dłuższych, ciepłych, pięknych dni…

Róża mchowa to ozdoba ogrodu za domem – rośnie w zacisznym warzywniku, daje mi obfite plony w czerwcu i lipcu. Uwielbiam jej pełne kwiaty i zapach, który wieczorami przyprawia o zawrót głowy. Lubię czekać na ten pierwszy kwiat – intensywnie różowy, wonny, stulistny – zgodnie z łacińską nazwą… To towarzyszka moich wieczorów z książką – i wsparcie przy rozmaitych przetworach, bo zużywam każdy najmniejszy nawet płateczek. To też ulubiony krzak naszego psiaka – Aksa uwielbia wypoczywać pod najniższymi gałązkami, ma tam swoją kryjówkę.

Łososiowa róża okrywowa przed domem miała być skromniutka, niska – trafiła na skalniak, by trochę przykryć moje mniej udane eksperymenty ogrodowe. Cóż, okrywowa do końca nie jest, pnie się w górę. Ale jest tak śliczna, że wybaczam jej te niesforne zachowania i próbę zakrycia krasnala ogrodowego. Ten kolor, tak inny od pozostałych róż w moim ogrodzie – każe mi dużo jej wybaczać. 😀 A ona wdzięcznie kwitnie w zamian za moją wyrozumiałość.

Na koniec – róże na pniu, którymi zasłaniam nieco okienko dawnego chlewika w budynku gospodarczym. Przy nich ustawiam często leżak i wypoczywam z radością, bo cieszą oko. Jedna żółta, dwie czerwono-różowe piękności nie są może tak użyteczne, jak róże mchowe, ale patrzenie na nie sprawia mi radość. No i spełniają zadanie – dzięki nim stare podwórko zmienia się w piękne miejsce. 🙂

Oczywiście, mam w ogrodzie też mnóstwo innych kwiatów. Ale róże – choć to może banalne – są tymi, które kocham najserdeczniej. Ich kształty, kolory, ich uparta walka o każdy promyk słońca, kroplę wody, obserwowanie ich rozwoju od wczesnej wiosny do późnej jesieni – to dla mnie prawdziwa radość i coś, co nigdy mi się nie znudzi. A gdy nadchodzi zima, róże wracają do mnie w przetworach. W ten sposób otaczam się nimi cały rok! 🙂

Pozdrawiam serdecznie!

Mirosława Wawrzyniak

Zostaw komentarz